7.27.2018

"Wbrew grawitacji" Julie Johnson



Autor: Julie Johnson
W oryginale: Like gravity
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 414
Tłumaczenie: Małgorzata Bortnowska
Rok wydania: 2018

"(...) nie ma znaczenia, że upadłaś. Liczy się to, że wstajesz i idziesz dalej".

Bardzo chętnie (co jakiś czas( sięgam po coraz bardziej popularny gatunek New Adult. Historie ludzi wkraczających w dorosłe życie; doświadczenia, z którymi muszą się zmierzyć i decyzje, które muszą podjąć - kradną zatrważającą ilość serc na świecie. W tym moje. Do tej pory moim zdecydowanym numer jeden w tej kwestii była/jest Colleen Hoover, jednak po lekturze "Wbrew grawitacji" muszę przyznać, iż pani Julie Johnson w niczym tutaj nie ustępuje. Ale dlaczego? Bo jej historia nie dość, że porwała moje serce, to spowodowała swoistą tęsknotę za czasami, gdy sama miałam dwadzieścia lat. Teraz mam wprawdzie dwadzieścia pięć, ale to już nie to samo... Prawda? ;)

Brooklyn Turner ma zaledwie sześć lat, gdy jest świadkiem czegoś, co nigdy nie powinno się wydarzyć - na jej oczach morderca strzela jej ukochanej mamie w głowę. Następnie kradnie samochód i nieświadomy tego, iż na tylnym siedzeniu siedzi mała wystraszona dziewczynka, ucieka przed policją... Na szczęście szybko postępujący szereg wypadków sprawia, iż morderca zostaje ujęty, a Brooklyn... Z racji tego, iż jej tata nie za bardzo widzi chęć zajęcia się swoją córką... Trafia do rodziny zastępczej. Tragiczne wydarzenie ma ogromny wpływ na psychikę Brooklyn; nic już nigdy nie będzie takie jak dawniej, koszmary tego, co widziała - już nigdy nie dadzą o sobie zapomnieć, a wspomnienia roześmianej mamy wciąż będą powodować niewyobrażalny ból w sercu. Gdy dziewczyna wkracza w drugi rok studiów, nawet nie przypuszcza, jak wiele zmian się szykuje w jej życiu. 

"Jeśli kogoś kochasz, prawdziwie go kochasz - bardziej niż swoją dumę, bardziej niż siebie - możesz wybaczyć wszystko, nieważne jak mocno cię zranił".

Jak to często bywa, o wielu sprawach decyduje los. Nie inaczej jest i tym razem, gdyż pewnego dnia Brooklyn upada na... Hydrant. Z opresji ratuje ją niejaki Finn Chambers - wokalista popularnego zespołu Apiphobic Treason oraz bożyszcze wszystkich dziewcząt na kampusie. Dziwny początek znajomości pomiędzy tą parą zwiastuje coś więcej, niż przyjaźń. Między Brooklyn a Finnem bowiem nawiązuje się relacja, która jest głębsza niż cokolwiek, kiedykolwiek, jakkolwiek. Finn daje Brooklyn ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała, oraz rozumie o wiele więcej niż inni. Lecz co za tym stoi? Skąd Finn tak wiele wie o dziewczynie? Te jak i mnóstwo innych pytań jest do przewidzenia już od pierwszych rozdziałów książki, gdyż niestety jest ona niemożliwie przewidywalna. Ale co z tego! Autorka po prostu maluje słowem. Nie da się tego inaczej określić; ma się wrażenie, iż każde zdanie w powieści jest dokładnie przemyślane, żadne słowo nie jest tu przypadkowe. I pomimo iż jest to powieść z gatunku tych lżejszych, na jedno popołudnie, to ma swój niepowtarzalny urok i nie jest w żadnym stopniu płytka, jak można by sądzić, przewidując rozwój wypadków. Brooklyn to dziewczyna boleśnie zraniona, zamknięta w sobie, nieokazująca emocji, niedopuszczająca do siebie ludzi, z wyjątkiem jednej przyjaciółki Lexi, która wspiera ją na każdym kroku. Bee jest dręczona przez koszmary, w których boleśnie nakładają się wspomnienia z przeszłości, zarówno te najbardziej dramatyczne, jak i te kojące... Dotyczące pobytu w rodzinie zastępczej. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, przez co Brooklyn nie może poradzić sobie ze swoją psychiką; ukojenia szuka w przygodnym seksie i tequili, próbując w bolesny sposób odciąć to, co złe i zostawić krwawiące doświadczenia za sobą. Cała sytuacja zmienia się, gdy poznaje Finna, faceta z marzeń każdej dziewczyny, nieziemsko przystojnego, z głosem anioła. Z niewyjaśnionych powodów Finn krąży wokół Brooklyn; para przyciąga się jak magnes, dając upust wszelkim nagromadzonym emocjom.

Bardzo lubię książki, gdzie jedną z głównych ról odgrywa muzyka. Finn jest wokalistą; obszerne tło powieści stanowią wyprawy Brooklyn z Lexi na koncerty jego kapeli, gdzie usłyszeć można uczucia opowiedziane za pomocą słów w piosenkach. Autorka zresztą podaje na końcu tytuły utworów, które zajmują szczególne miejsce w historii. Czytając "Wbrew grawitacji" ma się wrażenie, jakby się również uczestniczyło w koncercie grupy Apiphobic Treason, krzycząc pod sceną z uwielbieniem dla frontmana. Piosenki śpiewane przez Finna i Brooklyn (okazuje się bowiem, że dziewczyna ma niesamowity talent) przepełnione są uczuciami, emocjami, kłębiącymi się w sercach ich obojga; jest tu ból dzieciństwa, rozdarta dusza wołająca o pomoc, strach, brak zaufania, niepewność, ale i ogrom pragnienia prawdziwej MIŁOŚCI, poczucia bezpieczeństwa, wolności i bezgranicznego oddania się komuś, z kim będzie można iść przez życie. Autorka cudownie odmalowała obraz dwóch poszukujących się połówek, gdzie nieważny jest czas oczekiwania, jak i konsekwencje związane z podejmowanymi decyzjami. Mimo, iż książka jest do bólu przewidywalna, to zasługuje na uznanie w gatunku new adult. Duży plus za wprowadzenie sytuacji niepokoju przez "mroczne" prezenty, jakie otrzymuje główna bohaterka, głuche telefony itp., co dodatkowo wzmacnia finał powieści. Julie Johnson już od prologu zawładnęła moim sercem, przez co od książki nie sposób było się oderwać. 

No i postać Finna... Ach, ten Finn... Sama się rozmarzyłam! Polecam bardzo serdecznie.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajduje się również mnóstwo innych bestsellerów ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz