9.05.2018

"Kopia doskonała" Małgorzata Rogala



Autor: Małgorzata Rogala
Seria/cykl: Celina Stefańska (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 352
Rok wydania: 2018

"Nie masz prawa mówić, że nie dasz rady, jeśli nie spróbowałaś".

Już od pewnego czasu słyszałam dobre rzeczy na temat naszej rodzimej autorki - Małgorzaty Rogali; jednak nigdy nie było mi jakoś specjalnie po drodze z jej twórczością. Dlatego, gdy tylko pojawiła się okazja do przeczytania i napisania kilku słów o pierwszym tomie jej najnowszego cyklu kryminalnego - uznałam, iż lepszej zachęty do lektury mi nie potrzeba. I tak oto w moje ręce wpadła "Kopia doskonała". 

W pierwszych rozdziałach powieści poznajemy główną bohaterkę cyklu - Celinę Stefańską, "sklepowego" szpiega, która ewidentnie posiada jednak potencjał na detektywa z prawdziwego zdarzenia. Splot pewnych wydarzeń daje jej taką szansę. Babcia prosi ją, by pomogła wnuczce koleżanki z klubu jogi. Dominika, jako, że jest niesamowicie uzdolnioną malarką, dostała interesujące zlecenie skopiowania słynnego dzieła Józefa Pankiewicza "Targ na jarzyny na Placu Żelaznej Bramy w Warszawie". W tym celu musi wyjechać aż do Lyonu, gdzie... Słuch po niej ginie. I właśnie odnalezienie owej młodej dziewczyny staje się celem Celiny. Kobieta, najpierw niepewnie, później z coraz większym przekonaniem angażuje się w sprawę. Jej finał jest zaskakujący.

Autorka powoli wprowadza nas w wir wydarzeń - przyznam szczerze, iż przez kilkanaście pierwszych stron lekko wiało nudą. Nie porwała mnie główna postać; jej lęki i obawy, dziwne przeczucia i przekonania, wymówki podczas rozmów itp. Dopiero z czasem, gdy poznałam innych bohaterów całej historii - zaczęłam się coraz bardziej zagłębiać w motyw porwania Dominiki, śledzenia akcji, typowania winnych i poszkodowanych. Niezbyt obszerne rozdziały powodują u Czytelnika stylowe "jeszcze jeden rozdział i idę spać", przez co nie można się od książki oderwać. Ciekawie skonstruowana fabuła, gdzie do każdego rozwinięcia wprowadza nas kilka zdań, np. Rozdział 5. Przesyłka z Francji. Kto siedzi na schodach muralu? Babcia Józefina ma plan. Nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym. Bardzo to pomogło mi w lekturze, wiedziałam na czym dokładnie się skupić. I tak, w pewnym momencie uznałam, iż naprawdę lubię główną bohaterkę, ba, nawet jej kibicuję i ją wspieram! Gdy na jaw zaczęły wychodzić niezbyt chlubne fakty z jej przeszłości, powoli rozumiałam jej motywy postępowania, podejmowania takich a nie innych decyzji, lęk, strach, brak zaufania i pewności co do pewnych działań. Akceptowałam jej traumę oraz pragnęłam, by ją pokonała, pomagając babci Eleonorze i babci Józefinie w odszukaniu Dominiki. Babcie to kolejne osoby, które zdobyły moje uznanie. Sympatia do kodów, szyfrów, szarad, tajemnic, zagadek oraz kreatywność w sposobie ich wymyślania - też tak spędzałam dzieciństwo! No i został Ksawery... Aj, ten Ksawery... I jego biegłość z znajomości języka francuskiego! Coś pięknego. 

Pani Małgorzata Rogala stworzyła ciekawą opowieść kryminalną, otwierającą cały cykl z Celiną Stefańską. Dużo tu szczegółów i szczególików, na które warto zwrócić uwagę, przez cały czas akcja posuwa się do przodu, nie dając czasu na wytchnienie. "Kopia doskonała" to interesująca powieść o tym, jak z pozornie błahej decyzji może powstać coś dużo większego. To historia o tym, jak pokonywać swoje słabości i lęki, jak iść twardo przez życie z poczuciem swojej wartości. Jak małe kroki mogą po pewnym czasie stać się odstępami milowymi; ważne jest to, by nigdy się nie poddać, by zawsze w siebie wierzyć, w swoje zdolności i umiejętności. Autorka dodała tutaj motyw przestępczości artystycznej; gdzie plagiaty, kopie słynnych dzieł przybliżają nam swoją swoistą strukturę. Nigdy wcześniej nie słyszałam o wspomnianym obrazie, a teraz, dzięki lekturze, nie tylko sporo się o nim dowiedziałam, ale i mogłam podróżować po malowniczym Lyonie, poczuć jego specyficzny magiczny klimat, zafascynować się nim, zamarzyć o ujrzeniu jednego z najsłynniejszych murali. Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda. Publikacja nabiera ogromnego tempa pod sam koniec, pomimo ciągłego trzymania w napięciu, finał mnie zaskoczył. Nie zdziwiłabym się, jakby kiedyś powstał film na podstawie tej książki. Czekam na kolejny tom. Polecam.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl

9.03.2018

"Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris



Autor: Heather Morris
W oryginale: The tattooist from Auschwitz
Wydawnictwo: Marginesy
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Katarzyna Gucio
Rok wydania: 2018

"Ktokolwiek jedno życie ratuje, jakby cały świat ratował".

Bardzo długo zabierałam się za napisanie chociażby kilku słów na temat tej książki. Ciężko recenzować opowieść o temacie tak trudnym; gdzie główny bohater jest postacią realną, a każde jego słowo oparte jest na faktach minionych wydarzeń. Pewne publikacje nie powinny być poddawane ocenie; zwłaszcza osobom, które nawet w najmniejszym stopniu nie są w stanie sobie wyobrazić tła historycznego wojny, obozów koncentracyjnych i okrucieństwa, z jakim musiała mierzyć się ówczesna ludność. Powyższa książka wywarła na mnie spore wrażenie, być może jest to spowodowane tym, iż od czasów liceum, gdzie obowiązkową lekturą były "Opowiadania" Borowskiego czy "Medaliony" Nałkowskiej - nie sięgałam po podobną literaturę. Teraz, gdy być może do niej dojrzałam, nie potrafię przejść ot tak, po prostu obojętnie. I nieważne, że w sieci roi się od niepochlebnych opinii na temat "Tatuażysty..."; bo ponoć za lekka, za bardzo przesadzona w złą stronę, udowadniająca, iż tylko ludzie sprytni i wykształceni byli w stanie sobie poradzić z obozowym dramatem. Ja uwierzyłam w tę historię. Uwierzyłam Lalemu.

Lale Sokołow jest Żydem słowackiego pochodzenia; ma dwadzieścia sześć lat gdy trafia do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Praktycznie od razu zostaje zauważony jest talent do języków - Lale zna ich bowiem aż sześć; co stawia go w uprzywilejowanej pozycji. Jego zadaniem jest tatuowanie więźniów przybywających do obozu - pod presją i wnikliwym okiem m.in. doktora Josepha Mengele. Gdy Lale ma tatuować JĄ - Gitę, młodą piękną kobietę - zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Od tej pory każda decyzja mężczyzny, konsekwencje z nią związane - jest dyktowana uczuciem, od którego nie może się uwolnić. Postanawia, że zrobi WSZYSTKO, by uratować i siebie i Gitę. Za wszelką cenę. 

Heather Morris, która rozmawiała nie tylko z Lalem, ale również z jego synem, starannie odzwierciedla wspomnienia mężczyzny z tamtego okrutnego czasu. Kładzie nacisk na relacje Lalego z Gitą; ich wzrastającą prawdziwą MIŁOŚĆ, pierwsze skradzione pocałunki, ukradkowy dotyk, przywileje w postaci przemyconej czekolady. Nie sposób jednak przejść obojętnie obok tła historii rodzącego się związku; obóz rządzi się swoimi prawami, porażając swoją bestialską realnością. Lale miał mnóstwo szczęścia, i nie można mówić, że było inaczej. Przez to, że biegle posługiwał się obcymi językami, mógł porozumieć się i z Niemcami, i z Polakami pracującymi przy budowie krematoriów, i z Rosjanami, których napotkał na swojej drodze. Rozmowy, pomoc, z których wynikał przemyt tak bardzo pożądanej kiełbasy, czekolady - otwierały praktycznie każde drzwi. Lale miał swój teren, swoje przywileje, oraz swój spryt, dzięki któremu wyszedł cało z niejednej opresji. Miał również swój cel, któremu oddał się bez reszty. Każdą pracę, którą musiał wykonać, każdą decyzję, którą musiał podjąć, każdą rozmowę, którą musiał przeprowadzić, każde kłamstwo, które musiał zastosować - niczego nie robił bez powodu. Każdy jego ruch sprowadzał się do jednego - by przeżyć to piekło. Bo inaczej egzystencji w obozie, niż piekłem -  nie da się nazwać. Nikt nie jest w stanie ocenić postępowania drugiego człowieka, dopóki sam się nie znajdzie w takiej samej sytuacji. Wielu ocenia Lalego przez pryzmat tego, iż "on miał szczęście, bo był wykształcony". Owszem. "Bo był sprytny i wiedział, jak kombinować". Tak, dokładnie tak robił. "Nie musiał ratować siebie, skoro mógł pomóc innym". Naprawdę? A co robi człowiek w wyniku uaktywnienia się instynktu przetrwania? Ratuje siebie i przede wszystkim siebie. Nikt nie ma prawa wyrokować sądów nad postępowaniem młodego zakochanego człowieka postawionego w obliczu tak ogromnego okrucieństwa, poniżenia, upokorzenia, cierpienia, głodu, wycieńczenia, bólu, odczłowieczenia, odarcia z wszelkiej godności. NIKT. 

"Tatuażysta z Auschwitz" to wstrząsająca historia człowieka, który przeżył piekło na ziemi. Opowieść mężczyzny, który wykorzystał każdą daną mu kartę, w grze, z której nie było powrotu. Wspomnienia Lalego Sokołowa, który zdecydował się opowiedzieć o swoich przeżyciach dopiero po śmierci swojej żony - Gity, która wraz z nim przeżyła Oświęcim. Dlaczego? Bo wspomnienia były ogniem zapalnym w wycieńczonym sercu człowieka; który chciał choć w jakiś sposób nie wracać do rozdzierających wspomnień z przeszłości. Nie jest to jednak możliwe, gdyż takie wydarzenia odciskają w duszy swoistego rodzaju piętno. Ważne jednak jest, by tacy ludzie jak Lale opowiadali o tym, co przeżyli - dla nas, przyszłych pokoleń. By uświadamiać, ile złego jest w stanie wyrządzić drugi człowiek. By pamięć pozostała...

Nie jestem w stanie ocenić tej książki. Nie jest to lektura z kategorii "dobra" czy "zła". Na pewno jednak nie żałuję, że ją przeczytałam; wręcz przeciwnie. Zainteresowałam się bardziej historią z okresu II wojny światowej; teraz pochłaniam tylko książki o podobnej tematyce. Polecam Wam "Tatuażystę..." - sami oceńcie, czym będzie dla Was to wspomnienie. Wspomnienie mężczyzny, który pomimo okrutnego oblicza wojny - znalazł SIŁĘ W MIŁOŚCI.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne bestsellery!

9.02.2018

"Nie ukryjesz się" Susan Lewis



Autor: Susan Lewis
W oryginale: No place to hide
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 472
Tłumaczenie: Aleksandra Weksej
Rok wydania: 2018

"(...) rodzic NIE zawsze jest odpowiedzialny za to, kim okaże się jego dziecko".

Dopiero co pisałam artykuł o tym, jak ciężko jest stwierdzić, czy rodzic ma wpływ na zachowanie swojego dziecka, gdy w moje ręce wpadła ponownie książka o tejże tematyce. Z jednej strony twierdzę, iż rodzic odgrywa ogromną rolę w procesie dorastania swojej pociechy; przekazuje mu bowiem wzorce, według których młode pokolenie buduje swój kręgosłup moralny. Niejednokrotnie jednak dzieje się tak, iż nawet najbardziej gorliwy ojciec czy najbardziej zaangażowana w wychowanie dziecka mama - nie ma wpływu na to, kim tak naprawdę okaże się dorastający syn czy dojrzewająca córka. Bywają bowiem pewne skłonności genetyczne, somatyczne, socjospołeczne, psychiczne, które uaktywniają się w najmniej oczekiwanym momencie i nic, ani nikt nie jest w stanie ich powstrzymać. 

Książka "Nie ukryjesz się" jest moim pierwszym zetknięciem się z prozą pani Susan Lewis; i mogę stwierdzić z całą pewnością, że na pewno nie jest to ostatnie spotkanie. Lektura od samego początku wywołała we mnie narastające poczucie niepokoju, szoku, niedowierzania, lęku, i próby... Zrozumienia? Ciężko stwierdzić. Na pewno jednak jest to książka, która zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. Tematyka, z którą zmierzyła się autorka, jest rzeką - można się w nią zagłębiać nieskończoną ilość razy, a i tak będzie to niewystarczające. Temat pozornie zwyczajny. Rodzina, problemy, rozwiązywanie ich, życie. Jednak to lektura o kilku dnach. I to głębokich.

Główną bohaterką powieści jest Justine. Szczęśliwa żona, matka, spełniająca się kobieta, której marzenia o dużym pięknym domu zaczynają być realnym osiągnięciem. Ona, jej mąż Matt wraz z dwójką dzieci - Abby i Benem mieszkają w Londynie, pracują, są zadowoleni z siebie i swojej rodziny, cieszą się życiem. Do czasu.

Autorka zgrabnie prowadzi narrację, bowiem rozdziały się przeplatane "teraźniejszością" a "przeszłością" Justine. W przeszłości mamy to, co napisałam linijkę wyżej. Szczęśliwą rodzinę, której wydawać się może - nic nie zaszkodzi, to po prostu ludzie skazani na wieczne słońce i dobrą monetę. Niestety. Rozdziały "teraźniejszości" dotyczą sytuacji rodziny osiemnaście lat później, gdzie Justine nie mieszka już w Londynie, a w amerykańskim miasteczku, towarzyszy jej najmłodsza córka, obie mają zmienione nazwisko, z mężem kobieta kontaktuje się tylko telefonicznie, a i tak dąży do tego, by i ten kontakt w końcu ustał. Co się wydarzyło, że życie Justine i Matta wygląda teraz właśnie tak? Dlaczego kobieta musiała uciec na drugi koniec świata, do domku swojej nieżyjącej już babci, odciąć się od swojego dawnego życia w Anglii? Susan Lewis umiejętnie wprowadza Czytelnika w stan niepokoju, ciekawości i zainteresowania; przewracałam strony z niecierpliwością, bo pojawiało się coraz więcej pytań, na które koniecznie chciałam znaleźć odpowiedź. Dlaczego z Justine została tylko najmłodsza Lula? Dlaczego Justine nie chce mieć kontaktu z mężem? Dlaczego boi się własnego cienia, nie chce, by ktokolwiek ją rozpoznał, panikuje z powodu dziwnych maili, w końcu jaką tajemnicę skrywają jej rodzinne korzenie? I dlaczego ciągnie ją w kierunku domu babci, gdzie pojawiają się kolejne sekrety? 

Byłam w szoku, gdy w końcu dotarłam do finału. Pojawił się szereg emocji, których nie umiem nazwać; coś między niedowierzaniem, litością, współczuciem a próbą zrozumienia. Jak można było zapobiec tragedii, która doświadczyła rodzinę Cantrellów? Co zrobić w sytuacji, gdy jedno dziecko jest wzorem zachowania; dobrze się uczy, ma pasje i zainteresowania, chce się rozwijać, spełniać swoje plany i marzenia, jest pogodne, radosne i pełne życia, podczas gdy drugie jest kompletnym przeciwieństwem? Gdy Ben staje się arogancki, butny, pyskaty, zamyka się w swoim świecie - Justine i Matt nie wiedzą co robić. Są zagubieni, załamani, chwytają się wszelkich możliwości. Pragną być szczęśliwą rodzinę, tak jak się na to zapowiadało, jednak dorastający syn skutecznie im na to nie pozwala. Nierozumiany, zakompleksiony, zamknięty w sobie, wulgarny, agresywny doprowadza swoją rodzinę do ostateczności. Nikt nie jest w stanie powstrzymać tragedii...

Lektura niesamowicie emocjonalna, zmuszająca do wielu refleksji. Jeśli komuś wydaje się, że bycie rodzicem to łatwizna - niech się grubo zastanowi dwa razy. Szereg decyzji, postanowień, walki, wyrzeczeń, prób pogodzenia się z losem na równi z szczęściem, radością, MIŁOŚCIĄ bezgraniczną, do samego końca... Autorka zostawia Czytelnika z milionem galopujących myśli rozpoczynających się od słów "Co by było gdyby...?"

Na pewne rzeczy po prostu nie masz wpływu. Niestety. Polecam bardzo serdecznie!

Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka

9.01.2018

Rok szkolny się zbliża! [WYPRAWKA]


Na każdym kroku podkreślam, jak bardzo lubię i cenię współpracę z Księgarnią TaniaKsiążka.pl; czuję się niesamowicie rozpieszczana - książki, które do mnie trafiają, to te, które chcę przeczytać oraz takie, które są mi polecane. Pani Ania, z którą się kontaktuję - zna już mój gust i wie, co może mi się spodobać, Pani Paulina zachęca do ciekawych akcji - obie nigdy nie naciskają na terminy, bo czasem mam taki zawrót głowy, iż złapanie zakrętu niejednokrotnie stanowi problem ;). Teraz jednak TaniaKsiążka poszła krok dalej - otrzymałam bowiem paczkę wyprawkową z okazji nadchodzącego roku szkolnego! Nie ukrywam, że jestem nauczycielką i każda taka forma "wsparcia" jest dla mnie mocno cenna! TK doskonale o tym wie i... Mam, mam, mam! A co? Sami zobaczcie!


Skład paczki:
- 2 bloki rysunkowe A3
- Kredki świecowe 
- Farby plakatowe
- Zakładki w formie linijek
- Materiał do nauki j. ang. dla dzieci (!!!)
- Ogrooomna ilość naklejek 

Pracuję w przedszkolu, więc materiały plastyczne są dla mnie na wagę złota; zawsze przydadzą się farby czy kredki. Papieru też nigdy za wiele. Oprócz pracy z dziećmi, sporo czasu spędzam w domu na przygotowywaniu materiałów dla mojej grupy; drukuję, wycinam, laminuję itp., nie mogę się doczekać, aż użyję moich nowych plastycznych perełek! 





Warto pamiętać, iż TaniaKsiążka.pl to nie tylko książki. To mnóstwo gadżetów, rzeczy potrzebnych właśnie do szkoły czy przedszkola - każdy znajdzie tu coś dla siebie! Oczywiście w bardzo dobrej cenie - sami sprawdźcie. 



Nie jestem w stanie zliczyć, ile mam tych naklejek! Od poniedziałku rozdaję koleżankom w pracy! ;)

Najbardziej z tej całej wyprawki ucieszyły mnie nie materiały plastyczne (choć są cudowne, będę z nich korzystać!), a karty obrazkowe do nauki języka angielskiego dla dzieci. Coś pięknego. Napomknęłam Pani Paulinie, iż od tego roku zaczynam uczyć dzieci właśnie języka angielskiego i proszę! Dostałam świetną rzecz, która na pewno mi w tym sporo pomoże. W niepozornym pudełeczku znalazłam flashcards, płytę i kolorowanki! Moje dzieciaki na pewno się ucieszą, a ja sama nie mogę już doczekać się poniedziałku! ;)


Uwielbiam! <3

Bardzo serdecznie dziękuję Księgarni za takie wakacyjne rozpieszczenie mnie, niesamowicie to doceniam. A Was zapraszam na stronę TK, gdzie oprócz książek, gadżetów, materiałów plastycznych znajdziecie jeszcze mnóstwo podręczników, które na pewno się przydadzą w szkole! 

Szybko szybko!